sobota, 2 kwietnia 2016

Przekleństwo [HG/LM]

Przepraszam za tak długi czas oczekiwania na miniaturkę, ale w dalszym ciągu cierpię na brak internetu u taty...
Miniaturkę dedykuję - Dominice Strymińskiej

   Nic nie jest takie jakim wydaje się na początku. Żadna miłość nie jest tak piękna jak opisują je karty powieści. Żadne kłamstwo nie jest tak doskonałe by ukryć się na tak długo, jak te wypowiedziane przez postaci literackie. Żadne słowo nie oznacza tak wiele jak te napisane przez autora. Nic nie jest takie jakim wydaje się na początku, bo miłość nie może być tak piękna, kłamstwo doskonałe, a słowo idealne. Nieważne ile razy modlimy się o to, nieważne jak bardzo chcemy by tak się stało... Świat nie zmieni się na naszą modłę. Na nasz rozkaz.
Właśnie o tym przekonał się blondwłosy Minister Magii, gdy z samego ranka do jego gabinetu wbiegł jeden z jego przerażonych podwładnych. Słowo Lucjusza Malfoya znaczyło w magicznym świecie wszystko. Każde kłamstwo było – według innych, którym Lucjusz mydlił oczy – krystaliczną, gładką prawdą. Jak mało wystarczyło zrobić by się o tym przekonać... Opowiedzieć ckliwą historyjkę o tym, że cały czas był po dobrej stronie, że wierzył ideałom jasnej strony. A oni wszyscy, jak ostatni głupcy zwyczajnie w świecie mu uwierzyli. Bo nie było nikogo kto mógłby zarzucić kłam jego słowom. Potter nie żył, Ronald Weasley – według tego co sądziło społeczeństwo – oszalał i wylądował w Azkabanie uznany za niebezpiecznego szaleńca i mordercę. A Granger popełniła samobójstwo, załamana tym co stało się z jej przyjaciółmi. Tak sądziło całe magiczne społeczeństwo, mylące się tylko co do jednego. Hermiona Granger, gryfonka i bohaterka wojenna żyła. Pod innym imieniem i nazwiskiem, jako czarownica półkrwi, ale z pewnością należała do świata żywych. Jako narzeczona Ministra Magii, Anastazja Deren, przyszła pani Malfoy. I wszystko miało skończyć się szczęśliwie, według dopracowanego do ostatniego szczegółu planu Lucjusza Malfoya. Niestety życie pisze własne scenariusze, często brutalne, zaskakujące i nie idące po naszej myśli, ale własne. Nie zachwyca nas to, ale musimy się z tym pogodzić. Że ktoś ma nad nami większą władzę, niż chcielibyśmy na to pozwolić. Że ktoś ma nad nami większą władzę, niż chcielibyśmy to przyznać. A jednak. Całe nasze życie okazuje się sztuką teatralną gdzie jesteśmy niczym innym, niż tylko aktorami, marionetkami, skazanymi na kolejne pomysły reżysera, którym jest Los, przebiegły, idealny i doskonały w swym kostiumie czarnego charakteru.
   I to właśnie Los często krzyżuje nam plany, nieważne jak podniosłe, idealne, jak szczęśliwe i wspaniałe miały być. O tym właśnie przekonał się Lucjusz Malfoy gdy czytał, przyniesioną przez podwładnego, gazetę. W nocy z jedenastego na dwunastego kwietnia zmarła Anastazja Deren. Tak podawała gazeta. On dopowiedział sobie więcej. Nie było żadnych tragicznych, nie do końca wyjaśnionych okoliczności jak podawała gazeta. Było morderstwo. Nie zmarła Anastazja, lecz Hermiona Granger... A 'Minister' z pewnością nie jest 'zainteresowany całą sprawą' lecz wściekły. Zimna furia spływa po Lucjuszu Malfoyu, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego kto dokonał morderstwa na jego narzeczonej. Prawo, które ustanowił kilka miesięcy temu oznaczało, że czarodziej może się zaręczyć, nawet jeśli wciąż jest mężem innej czarownicy. Wystarczyło przedstawić odpowiednie dokumenty w Ministerstwie, a ich kopie przedstawić małżonce... Oczywiście zrobił tak i to był jego pierwszy błąd, za który przyszło zapłacić jego wybrance. Nie docenił Narcyzy, swojej byłej, a może jeszcze obecnej, żony. Narcyza nie kochała go, a on o tym wiedział, sam zresztą i tak nie czuł do niej miłości. Pobrali się z rozsądku. Małżeństwo, owszem, zostało zaaranżowane, ale oni i tak mogli się przeciwstawić. Wystarczyło zwyczajne oświadczenie rodzicom, że on i Narcyza się nie dogadują. I byłoby po sprawie... Panią Malfoy zostałaby Bellatrix lub Andromeda. Ale oni pobrali się ze względu na to, że oboje mogli na tym skorzystać. Narcyza chciała majątku i nazwiska, on jedynie dziedzica i spokoju... Oczywiście rozmawiał z Narcyzą o tym, że przepisze jej część swojego majątku jako zadośćuczynienie. To był drugi z błędów jakie popełnił. Uraził ją. Dał jej kolejny powód do morderstwa... Narcyza nie była głupia. Zaplanowała to tak, żeby nikt wysoko postawiony nie zainteresował się sprawą, a Lucjusz nie miał wystarczająco dużo dowodów by cokolwiek z tym zrobić. Mógł uznać ją za niepoczytalną, ale to by nie wystarczyło... Mógł skazać ją na Azkaban, ale czy wtedy czułby spokój? Mogł ją nawet zabić – i tak uszłoby mu to na sucho – ale to i tak nie wróciłoby życia Hermionie. Nie mogł zrobić nic. Był bezsilny wobec Śmierci i wobec Narcyzy. Wysokie stanowisko Ministra Magii, cały majątek Malfoyów i nieważne co jeszcze miał, lub mógłby mieć – nic nie wróciłoby życia kobiecie, którą kochał całym sercem. Nic nie mogło cofnąć Śmierci i jej wyroku. Szkoda tylko, że zapadł on nad niewinną niczemu kobietą.

   Malfoy mógł tylko przeklinać. Własne błędy, własną bezsilność, własną pewność siebie, własne stanowisko i swoją aktualną, byłą żonę, która przecież nie udzieliła i nie udzieli mu rozwodu. I przeklinał. Wszystko na czym tylko świat stoi. Przeklinał Merlina, Ministerstwo, Śmierciożerców, Narcyzę, przeklinał cały ród Black'ów i samego siebie, ale nic... Żadne jego słowo nie wróci życia Hermionie Granger. Bo jego słowo może znaczyć wszystko dla czarodziejskiego społeczeństwa, ale nie znaczy nic wobec Śmierci. Tak jak nic nie znaczy nazwisko Malfoy. Bo Śmierć jest bezstronna. Niesprawiedliwa, owszem, bo zabiera ukochane dziecko rodzicom, ukochaną kobietę mężczyźnie, ale bezstronna... Wobec śmierci nawet Lucjusz Malfoy jest nikim. Mógł przekląć Merlina, ale nie mógł uczynić tego samego ze Śmiercią. Jeszcze nie.... Zrobi to w innych okolicznościach. Nie pozwoli jej się o siebie upomnieć. Sam do niej pójdzie i wtedy będzie mógł przeklinać ją tak długo jak będzie miał na to ochotę. Nawet przez całą wieczność...

2 komentarze:

  1. Awwwww... Rozpieszczasz mnie 😘 Dziękuję za dedykację i to tak pięknej miniaturki. Dobrze, ale do rzeczy.
    Moze nie powinnam, ale w pewnym momencie zaczęłam sie śmiać z Lucjusza. Jego zachowanie, te ustawy, ta głupota, błędy - to było takie... Nie Malfoyowskie.
    Po za tym piękne przemyślenia, na poczatku znalazłam jakies powtórzenie, które rzucili sie w oczy, ale po za tym - perfekcyjny tekst.
    Narcyza zaborczym mordercą - jakos mnie to nie dziwi.
    Tak jak samobójstwo Lucjusza, jakbym czytała juz cos o podobnym scenariuszu - tylko tutaj piękniej opisane.
    Życzę weny,
    Dominika <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że Cię rozpieszczam...
      Niezmiernie mnie cieszy to, że kolejny tekst Ci się spodobał :)

      Pozdrawiam,
      Eveline

      Usuń

Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. To właśnie Twój komentarz powoduje uśmiech na mojej twarzy nawet podczas najgorszego dnia, jest jak promienie słońca podczas najgorszej burzy...