Przepraszam za tak długi czas oczekiwania na miniaturkę, ale w dalszym ciągu cierpię na brak internetu u taty...
Miniaturkę dedykuję - Dominice Strymińskiej
Nic
nie jest takie jakim wydaje się na początku. Żadna miłość nie
jest tak piękna jak opisują je karty powieści. Żadne kłamstwo
nie jest tak doskonałe by ukryć się na tak długo, jak te
wypowiedziane przez postaci literackie. Żadne słowo nie oznacza tak
wiele jak te napisane przez autora. Nic nie jest takie jakim wydaje
się na początku, bo miłość nie może być tak piękna, kłamstwo
doskonałe, a słowo idealne. Nieważne ile razy modlimy się o to,
nieważne jak bardzo chcemy by tak się stało... Świat nie zmieni
się na naszą modłę. Na nasz rozkaz.
Właśnie
o tym przekonał się blondwłosy Minister Magii, gdy z samego ranka
do jego gabinetu wbiegł jeden z jego przerażonych podwładnych.
Słowo Lucjusza Malfoya znaczyło w magicznym świecie wszystko.
Każde kłamstwo było – według innych, którym Lucjusz mydlił
oczy – krystaliczną, gładką prawdą. Jak mało wystarczyło
zrobić by się o tym przekonać... Opowiedzieć ckliwą historyjkę
o tym, że cały czas był po dobrej stronie, że wierzył ideałom
jasnej strony. A oni wszyscy, jak ostatni głupcy zwyczajnie w
świecie mu uwierzyli. Bo nie było nikogo kto mógłby zarzucić
kłam jego słowom. Potter nie żył, Ronald Weasley – według tego
co sądziło społeczeństwo – oszalał i wylądował w Azkabanie
uznany za niebezpiecznego szaleńca i mordercę. A Granger popełniła
samobójstwo, załamana tym co stało się z jej przyjaciółmi. Tak
sądziło całe magiczne społeczeństwo, mylące się tylko co do
jednego. Hermiona Granger, gryfonka i bohaterka wojenna żyła. Pod
innym imieniem i nazwiskiem, jako czarownica półkrwi, ale z
pewnością należała do świata żywych. Jako narzeczona Ministra
Magii, Anastazja Deren, przyszła pani Malfoy. I wszystko miało
skończyć się szczęśliwie, według dopracowanego do ostatniego
szczegółu planu Lucjusza Malfoya. Niestety życie pisze własne
scenariusze, często brutalne, zaskakujące i nie idące po naszej
myśli, ale własne. Nie zachwyca nas to, ale musimy się z tym
pogodzić. Że ktoś ma nad nami większą władzę, niż
chcielibyśmy na to pozwolić. Że ktoś ma nad nami większą
władzę, niż chcielibyśmy to przyznać. A jednak. Całe nasze
życie okazuje się sztuką teatralną gdzie jesteśmy niczym innym,
niż tylko aktorami, marionetkami, skazanymi na kolejne pomysły
reżysera, którym jest Los, przebiegły, idealny i doskonały w swym
kostiumie czarnego charakteru.
I
to właśnie Los często krzyżuje nam plany, nieważne jak
podniosłe, idealne, jak szczęśliwe i wspaniałe miały być. O tym
właśnie przekonał się Lucjusz Malfoy gdy czytał, przyniesioną
przez podwładnego, gazetę. W nocy z jedenastego na dwunastego
kwietnia zmarła Anastazja Deren. Tak podawała gazeta. On
dopowiedział sobie więcej. Nie było żadnych tragicznych, nie do
końca wyjaśnionych okoliczności jak podawała gazeta. Było
morderstwo. Nie zmarła Anastazja, lecz Hermiona Granger... A
'Minister' z pewnością nie jest 'zainteresowany całą sprawą'
lecz wściekły. Zimna furia spływa po Lucjuszu Malfoyu, który
doskonale zdaje sobie sprawę z tego kto dokonał morderstwa na jego
narzeczonej. Prawo, które ustanowił kilka miesięcy temu oznaczało,
że czarodziej może się zaręczyć, nawet jeśli wciąż jest mężem
innej czarownicy. Wystarczyło przedstawić odpowiednie dokumenty w
Ministerstwie, a ich kopie przedstawić małżonce... Oczywiście
zrobił tak i to był jego pierwszy błąd, za który przyszło
zapłacić jego wybrance. Nie docenił Narcyzy, swojej byłej, a może
jeszcze obecnej, żony. Narcyza nie kochała go, a on o tym wiedział,
sam zresztą i tak nie czuł do niej miłości. Pobrali się z
rozsądku. Małżeństwo, owszem, zostało zaaranżowane, ale oni i
tak mogli się przeciwstawić. Wystarczyło zwyczajne oświadczenie
rodzicom, że on i Narcyza się nie dogadują. I byłoby po
sprawie... Panią Malfoy zostałaby Bellatrix lub Andromeda. Ale oni
pobrali się ze względu na to, że oboje mogli na tym skorzystać.
Narcyza chciała majątku i nazwiska, on jedynie dziedzica i
spokoju... Oczywiście rozmawiał z Narcyzą o tym, że przepisze jej
część swojego majątku jako zadośćuczynienie. To był drugi z
błędów jakie popełnił. Uraził ją. Dał jej kolejny powód do
morderstwa... Narcyza
nie była głupia. Zaplanowała to tak, żeby nikt wysoko postawiony
nie zainteresował się sprawą, a Lucjusz nie miał wystarczająco
dużo dowodów by cokolwiek z tym zrobić. Mógł uznać ją za
niepoczytalną, ale to by nie wystarczyło... Mógł skazać ją na
Azkaban, ale czy wtedy czułby spokój? Mogł ją nawet zabić – i
tak uszłoby mu to na sucho – ale to i tak nie wróciłoby życia
Hermionie. Nie mogł zrobić nic. Był bezsilny wobec Śmierci i
wobec Narcyzy. Wysokie stanowisko Ministra Magii, cały majątek
Malfoyów i nieważne co jeszcze miał, lub mógłby mieć – nic
nie wróciłoby życia kobiecie, którą kochał całym sercem. Nic
nie mogło cofnąć Śmierci i jej wyroku. Szkoda tylko, że zapadł
on nad niewinną niczemu kobietą.
Malfoy
mógł tylko przeklinać. Własne błędy, własną bezsilność,
własną pewność siebie, własne stanowisko i swoją aktualną,
byłą żonę, która przecież nie udzieliła i nie udzieli mu
rozwodu. I przeklinał. Wszystko na czym tylko świat stoi.
Przeklinał Merlina, Ministerstwo, Śmierciożerców, Narcyzę,
przeklinał cały ród Black'ów i samego siebie, ale nic... Żadne
jego słowo nie wróci życia Hermionie Granger. Bo jego słowo może
znaczyć wszystko dla czarodziejskiego społeczeństwa, ale nie
znaczy nic wobec Śmierci. Tak jak nic nie znaczy nazwisko Malfoy. Bo
Śmierć jest bezstronna. Niesprawiedliwa, owszem, bo zabiera
ukochane dziecko rodzicom, ukochaną kobietę mężczyźnie, ale
bezstronna... Wobec śmierci nawet Lucjusz Malfoy jest nikim. Mógł
przekląć Merlina, ale nie mógł uczynić tego samego ze Śmiercią.
Jeszcze nie.... Zrobi to w innych okolicznościach. Nie pozwoli jej
się o siebie upomnieć. Sam do niej pójdzie i wtedy będzie mógł
przeklinać ją tak długo jak będzie miał na to ochotę. Nawet
przez całą wieczność...
Awwwww... Rozpieszczasz mnie 😘 Dziękuję za dedykację i to tak pięknej miniaturki. Dobrze, ale do rzeczy.
OdpowiedzUsuńMoze nie powinnam, ale w pewnym momencie zaczęłam sie śmiać z Lucjusza. Jego zachowanie, te ustawy, ta głupota, błędy - to było takie... Nie Malfoyowskie.
Po za tym piękne przemyślenia, na poczatku znalazłam jakies powtórzenie, które rzucili sie w oczy, ale po za tym - perfekcyjny tekst.
Narcyza zaborczym mordercą - jakos mnie to nie dziwi.
Tak jak samobójstwo Lucjusza, jakbym czytała juz cos o podobnym scenariuszu - tylko tutaj piękniej opisane.
Życzę weny,
Dominika <3
Oczywiście, że Cię rozpieszczam...
UsuńNiezmiernie mnie cieszy to, że kolejny tekst Ci się spodobał :)
Pozdrawiam,
Eveline