poniedziałek, 28 marca 2016

Marzenia [DM/HG]

Na wstępie przepraszam za długą nieobecność, ale miałam na nowo cały system w laptopie stawiany, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie... Pisałam na telefonie, dodaję dzisiaj gdy już odzyskałam laptopa :)
Cóż jeszcze... Posty będą wstawiane raczej rzadko, ale winę zwalam na brak czasu, szkołę, młodszą siostrę, ktora jeszcze nie chce przyjsc na swiat... nauczycieli i to chyba tyle...
Edit: Pisałam przy Joel&Luke - People Change można słuchać :)
W jaki sposób można zaplanować sobie życie skoro i tak wszystkie plany trafi szlag? Jak można przewidywać coś naprzód skoro nie ma to nawet jednej setnej procenta szans na powodzenie? Jak można czegokolwiek oczekiwać od życia skoro to na nic? Jak możemy mieć tak dokładne plany na przyszłość skoro nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego co stanie się jutro? Jak możemy nie obawiać się śmierci skoro wobec niej znaczymy nic więcej niż zwyczajna mała mrówka?
A jednak... planujemy całe swoje życie tylko po to by okazało się, że i tak nie mamy na nie wpływu. Udajemy, że szydzimy ze śmierci po to by ukryć lęk. Sądzimy, że nie boimy się jej tylko po to by udawać, że śmierć nas nie dotyczy. I nagle orientujemy się, że to wszystko na nic. Że przyjaciele i wrogowie nic w naszym życiu nie znaczą, bo i jedni, i drudzy w końcu stają się jedynie wspomnieniem, zacierającą się twarzą, nie dającym się przypomnieć imieniem... Osoby, które kiedyś tyle dla nas znaczyły okazują się tylko statystyką, blaknącym powoli wspomnieniem. I choćbyśmy uparcie wierzyli w to, że spotkamy się kiedyś po latach, już jako dorosłe osoby to czy tą wiarą da się żyć? A co jeśli nasze życie ułoży się po naszej myśli? Czy wtedy będziemy o sobie pamiętać? Czy gdy wpadniemy na siebie na ulicy po tylu latach dane nam będzie się rozpoznać? Czy może nawet się nie rozpoznamy i każde z nas pójdzie ponownie, tak jak wiele lat wcześniej, każde w inną stronę...?
Czy mile zaskoczeni spotkaniem udamy się na kawę by wspólnie wspominać tamte lata? Czy będziemy rozmyślać o tym co dziś mogłoby być inaczej gdybyśmy wtedy mogli okazać się bardziej odważni? Czy oboje przyznamy, że kiedyś byliśmy w sobie zakochani? A może dalej jesteśmy? Nie wiemy co powiedzieliśmy sobie gdyby spotkanie odbyło się za parę lat...
Teraz jednak siedzimy naprzeciwko siebie w małej, ale przytulnej kawiarence pjąc kawę. Gdy pytam się czy poszedłeś w kierunku marzeń i zostałeś prawnikiem ty odpowiadasz przecząco mówiąc, że jesteś nauczycielem. Na twoje pytanie ja także zaprzeczam. Żadne z nas nie sięgnęło po marzenia. Ty zamiast być prawnikiem zostałeś nauczycielem. Ja zamiast wybrać medycynę jestem opiekunką do dzieci... Pytasz dlaczego, a ja nie potrafię znaleźć logicznej odpowiedzi na to pytanie. Wzruszam więc ramionami. Pytasz jak się ułożyło moje życie i czy mam męża, następnie ja pytam o to samo. Odpowiadasz lakonicznie i nieco chłodno, że jesteś z Astorią, ja postępuję tak samo oznajmiając, że jestem żoną Rona. Temat rozmowy schodzi na wspomnienia z lat szkolnych i oboje nieco się rozluźniamy. Po chwili oboje parskamy śmiechem gdy wspomnienia stają się coraz bardziej absurdalne i zabawne. Śmiejemy się dosyć długo. Jest nam to potrzebne. Bycie sobą choć na chwilę, podczas gdy całe nasze życie jest schematem rutynowych czynności. Po jakimś czasie uspokajamy się na tyle by przestać się śmiać. Wznosisz toast, a ją uśmiechem się delikatnie.
- Malfoy kochał Granger...
- ...Granger kochała Malfoya - odpowiadam z uśmiechem
Długo siedzimy pijąc kawę za kawą, pochłonięci rozmową na temat tego co było. Gdy wstajemy od stolika, jest już późno, patrzymy sobie w oczy, uśmiechając się do siebie jakbyśmy znali się od zawsze. Ale tak przecież jest. Znamy się od pierwszego roku w Hogwarcie... Ja bez pamięci zakochana, potajemnie i platonocznie w pewnym blondynie, Ty ukrywający zauroczenie i fascynację za maską pogardy i złośliwości... Wychodząc z kawiarenki - która miała stać się pamiętnym miejscem tego spotkania, miejscem do którego oboje będziemy wracać we wspomnieniach - ty łapiesz mnie za rękę i szepczesz we włosy żebym nie obawiała się sięgnąć po marzenia, ja odpowiadam jedynie, że życzę ci odwagi. Po to byś mógł realizować te plany, które były dla ciebie ważne za czasów nauki, kiedy liczyło sie dla ciebie bycie prawnikiem. Uśmiechasz się lekko po czym mi mówisz to samo. Że mam się realizować w życiu zawodowym i walczyć o to co jest dla mnie ważne. I już oboje mamy odejść... Gdy nagle stajemy na środku zaśnieżonego Londynu, odwracamy się do siebie... i wszystko staje się jasne... Ale nam ponownie brakuje odwagi, tak jak za czasów młodości... by móc zawalczyć o to co jest dla nas ważne. By zawalczyć o siebie nawzajem...
Stoimy tak przez chwilę nie zważając na padający z nieba śnieg, ani na to, że jest już późno... Jedyną wskazującą na to rzeczą jest ciemne, gwieździste niebo...
Jesteśmy w stanie tylko się na siebie patrzeć, aby po chwili przekląć własną głupotę i brak odwagi... I już ponownie mamy się odwrócić by odejść, ale coś trzyma nas w miejscu. I zdajemy sobie sprawę z tego samego... Dziś Wigilia... Uśmiechamy się do siebie, nagle jakby onieśmieleni i nie wiem już czy zacząłeś to ty czy ja, a może zrobiliśmy to oboje, ale po chwili zaczynamy tańczyć. W Wigilię Bożego Narodzenia, w Londynie, przed kawiarenką, która na zawsze stała się dla nas symbolem wolności. Tańczymy nie zważając na lecące z nieba płatki śniegu... Wirujemy wśród nich nie myśląc o niczym. Jesteśmy świadomi tylko kilku rzeczy: pierwsze - jest Wigilia, pada śnieg, jest noc... drugie - od dawna powinniśmy być w domach i trzecie, najważniejsze - jesteśmy szczęśliwi jak nigdy dotąd...

4 komentarze:

  1. Zanim zaczęłam czytać:
    "Dramione, wydaje mi się, że znudził mi się ten paring. Ale chce to przeczytać."
    Po przeczytaniu:
    "Myliłam się, dobre Dramione nadal jest świetne, cholernie mi się podobało!"
    znowu zaczęłaś refleksją, dociągnęłaś ją do końca i wyłowiłaś puentę. Albo raczej, pozwoliłaś wyłowić ją czytelnikowi razem z przesłaniem.
    Nie było widać, że to Dramione i rzeczywiście mogłaby to być dowolna para, mugoli, czarodziei, trybutów, niezgodnych, herosów, nocnych łowców i każdych innych stworzeń.
    Umiejscowienie akcji w wigilię dodaje romantyzmu i ujmuję serce.
    Na końcu uśmiechasz się, bo czujesz ich szczęście.
    Piękne.
    Dominika <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mam do tych refleksji zarówno w miniaturkach jak i w opowiadaniach, ale to raczej zasługa wspaniałego nauczyciela od języka polskiego :)
      A odnośnie miniaturki: Jest przesłodzona czy tylko odnoszę takie wrażenie?
      Cóż, rozumiem, że nie zraziłam Cię nią za bardzo?
      Rozumiem co masz na myśli odnośnie Dramione jako paringu, muszę przyznać, że czuję to samo, ale... uparłam się, że napiszę to napisałam... Tak mi w sumie jakoś podeszli "pod pióro", że się tak wyrażę...

      Pozdrawiam,
      Eveline

      Usuń
    2. Eveline, spokojnie. Miniaturka nie jest przesłodzona, a mnie ciężko zrazić, szczególnie dobrym tekstem. Refleksje są cudowne, przekaz nauczycielowi, że szlifuje mistrzynię pióra.

      Również pozdrawiam,
      Dominika<3

      Usuń
    3. Oj, dziękuję bardzo, ale mistrzynią z pewnością nie jestem :)
      Przekażę jutro.
      DO końca miesiąca pozostanę bez internetu więc miniaturkę planuję na 2-3 kwietnia.

      Dziękuję bardzo za miłe słowa,
      Eveline

      Usuń

Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. To właśnie Twój komentarz powoduje uśmiech na mojej twarzy nawet podczas najgorszego dnia, jest jak promienie słońca podczas najgorszej burzy...