Pomysł zrodził się gdy słuchałam "Verba - Love You Forever". Przepraszam za długą nieobecność. Powodem jest szkoła i narodziny młodszej siostry - Aleksandry. Dedykuję Dominice Strymińskiej
Na
chwilę zamknęła oczy, a gdy otworzyła je z powrotem wydawało jej
się, że przy swoim łóżku widzi blondyna. Jednak zniknął on
równie szybko jak się pojawił. Znowu widziała go tam gdzie nie
miało prawa go być, znów go sobie wymyśliła. Westchnęła cicho.
Nienawidziła go całym sercem. Przez to co jej zrobił nie potrafiła
normalnie funkcjonować. Roztrzaskał nie tylko jej serce, ale całą
jej osobę. Właściwie można powiedzieć, że ją zabił. To z
pewnością było o wiele bardziej adekwatne do jej stanu. Jednak
mimo to, że nienawidziła go całą sobą również go kochała. Na
tyle, że byłaby gotowa oddać za niego życie jeśli tylko zaszłaby
taka potrzeba. Kochała go równie mocno co nienawidziła. I to
powoli ją niszczyło. Po jego odejściu rzuciła się w wir pracy
tylko po to by o nim nie myśleć, starała się robić wszystko by
zdusić ból, a on znacznie jej to ułatwił wyjeżdżając.
Wiedziała gdzie się obecnie znajdował. Siedział w Surrey, podczas
gdy ona tkwiła w Anglii, w Londyńskim Szpitalu. Miesiąc po jego
wyjeździe dowiedziała się, że jest w ciąży., a tydzień temu,
że w Mungu nie ma miejsc na porodówce. I od tego czasu tkwi tutaj.
W szpitalu, w Londynie zamiast być gdziekolwiek indziej... Ponownie
zamknęła oczy by przepędził łzy, które pojawiły się ze
względu na wspomnienia miejsc i sytuacji bezsprzecznie kojarzących
się jej z nim. Mimo woli spojrzała w kierunku szafki, która stała
obok łóżka. Kolejna słona kropla spłynęła po jej policzku gdy
jej wzrok padł na stojące na szafce zdjęcie przedstawiające
blondyna. Uśmiechnęła się mimo łez. To zdjęcie zawsze tak na
nią działało. Mimo tego jak bardzo ją zniszczył, mimo tego jak
wiele bólu przynosił jej jego widok to zdjęcie i tak potrafiło
wywołać uśmiech na jej twarzy... Zwykłe, zrobione mugolskim
aparatem podczas wakacji. Nie pamiętała kto je zrobił, ale
przedstawiało uśmiechniętego blondyna w białej koszuli i zielonym
krawacie, na którego ktoś akurat wylewał wiadro wody. Fotografia
była dla niej symbolem radości i przyjaźni, symbolem beztroski i
szczęścia, czegoś ulotnego. Czegoś co już się nie powtórzy. I
to właśnie bolało. Że wszystkie najlepsze chwile w jej życiu już
nie zdarzą się ponownie. Bo nic nie zdarza się dwa razy. Bo nie
można dostać dwa razy tej samej szansy...
- Nienawidzę
Cię, bo Cię kocham – powiedziała w kierunku fotografii
opuszkami palców muskając drewnianą ramkę
Kobieta
nie wiedziała, czy już się poddała, czy może w głębi serca
jeszcze chce walczyć... Miało być inaczej... W marzeniach
wszystko miało być inaczej... Harry miał być Szefem Departamentu
Aurorów, nie Ministrem Magii, Ron chciał być Aurorem, obecnie
jednak zawodowo gra w Quidditch'a, co z kolei było marzeniem Ginny.
Ona jednak została magomedyczką i pracuje w Mungu nie czerpiąc z
pracy żadnej satysfakcji. Uśmiechnęła się lekko. Blaise i Draco
także chcieli grać w Quidditch'a, jednak były to tylko marzenia,
Blaise prowadzi własną firmę, podobno do spółki z Draco, który
zamiast być w Londynie siedzi w Surrey jako adwokat. Życie
napisało własne scenariusze, szkoda tylko, że tak różne od
marzeń...- Miona! - do sali, w której leżała weszła rudowłosa panna Weasley
- Cześć, Ginny, udało ci się wyrwać z Munga, hmm? - brunetka uśmiechnęła się lekko
- Powiedzmy, że kilka osób wisiało mi przysługi. Mam urlop i układ z ordynatorem tego oto szpitala. Mogę siedzieć tu tak długo ile chcę – powiedziała Ruda – Jak się czujesz?
- Dobrze jak widać... Właśnie zadręczałam się myśleniem o tym, że chciałaś grać w Harpiach... - na jej słowa Ginny uśmiechnęła się
- Nikomu z nas się nie udało... Każdy z nas miał zbyt odważne plany na przyszłość... Nie mieliśmy jednak odwagi po nie sięgać. Każdy z nas chciał spełniać marzenia, jednak w gruncie rzeczy zabrakło nam na to czasu, a teraz... Gdy już mamy zatrudnienie nie chcemy ryzykować i stawiać swojego życia do góry nogami tylko ze względu na to, że znów brakuje nam odwagi... Boimy się sięgać po marzenia, Hermiono...
- Za parę lat nie będzie już tych ludzi, których spotkałyśmy w Hogwarcie... - powiedziała smutno Granger
- Już ich nie ma... Nie dostrzegasz tego? W nikim z nas nie ma już beztroski i rado... - Ruda urwała gdy jej spojrzenie powędrowało do zdjęcia, które Hermiona trzymała na szafce obok łóżka – Dalej je masz...
- Lubię je...
- Tak, wiem. Ja też je lubię. Na swój sposób ta fotografia jest naszym prywatnym portalem do szczęśliwszych czasów. Do tych momentów naszego życia, które chcielibyśmy zatrzymać na zawsze... Tych, które wywołują na naszych twarzach uśmiech zamiast łez... Dalej go kochasz, prawda?
- Nie wiem. Chciałabym odpowiedzieć, że nie, ale nie potrafię o nim zapomnieć... A jeśli o nim nie zapomnę nie przestanę go kochać. Z drugiej strony nie chcę o nim zapominać, bo to oznaczałoby, że zapomniałam o wszystkich najlepszych momentach swojego życia... Tych nie tylko spędzonych z nim. Tamten dzień – wskazała na zdjęcie – Był najlepszym dniem mojego życia. Spędziłam go także z Wami, ale jeśli zapomniałabym o nim, całe te dwadzieścia cztery godziny wyglądałyby zupełnie inaczej. Nie byłyby tym samym wspomnieniem, które potrafi mnie uszczęśliwić mimo łez.
- Rozumiem – odrzekła rudowłosa – Wybacz, naprawdę chciałabym zostać dłużej, ale sama wiesz... - wskazała na wyświetlacz telefonu, na którym pojawił się napis „Blaise”
- Układ z ordynatorem i kilka przysług to nie wszystko, hmm? - powiedziała z uśmiechem brunetka – Idź...
Po
wyjściu Rudej Panna Granger długo nie potrafiła przestać
rozmyślać o przeszłości i o tym co dziś mogłoby być inaczej
gdyby tylko nie zabrakło im odwagi. Niestety... Teraz to bez
znaczenia, już nie mogą nic zrobić. Minęło o kilka lat za
dużo... Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk przychodzącego sms'a...
Zmarszczyła brwi sięgając po telefon.
Od:
Harry
Rezygnuję.
Nigdy nie prosiłem się o bycie Ministrem, więc muszą poradzić
sobie beze mnie, bo ja mam zamiar zacząć czerpać satysfakcję z
życia. Składam rezygnację, później zrobię kurs na Aurora.
Trzymaj za mnie kciuki.
H.
Zamarła,
a potem przeczytała sms'a ponownie i jeszcze raz, i jeszcze raz... I
wciąż nie mogła w to uwierzyć. Uśmiechnęła się czując
wszechogarniające szczęście. Następnie po prostu się popłakała.
Wszystko z radości, zaś gdy odebrała sms'a od Rona zaczęła się
śmiać... I długo nie mogła przestać...
Od:
Ron
Słyszałaś
o tym co wyrabia Harry? Rezygnuje! I to tak na serio. On już
zrezygnował. Dosłownie chwilę temu gadał z reporterami. Wierzysz
w to co się dzieje, Herm? Kurde, Harry zachowuje się dokładnie tak
jak podczas Bitwy... Wtedy jak ubzdurał sobie, że wygramy...
R.
Telefon
zapikał kolejny raz.
Od
Ron:
Wiesz
co, Miona? Chrzanię to. Zwalniam miejsce w drużynie dla Ginny.
Gadałem z Harry'm. Zaczynamy kurs od zaraz. Właśnie wysłałem
sowę do Harpii, że mam na swoje miejsce kogoś lepszego. Teraz
tylko trzeba dać znać Gin. Sądzisz, że zrezygnuje z posady w
Mungu?
R.
Szybko
odpisała Ronowi, na tyle szybko, by móc odebrać kolejną
wiadomość... Tak jak się spodziewała od Ginny.
Od:
Ginny
Masz
pojęcie o tym co wyprawia Harry z Ronem? Mój durny, wspaniały brat
zwolnił się z drużyny i polecił im mnie! Dostałam sowę od
Harpii, że jutro oczekują mnie na treningu! Ordynator Munga już ma
wymówienie na swoim biurku. Już mnie tam nie zobaczą :)
G.
P.s
Pomysł z nauczeniem nas korzystania z telefonów był najlepszy!
Telefon
pikał i pikał, a w sali, w której leżała raz po raz rozbrzmiewał
sygnał przychodzącej wiadomości...
Od:
Blaise
Słyszałaś
nowiny? Rudzielec i dwie trzecie Złotej Trójcy składają
wymówienia. Jakaś masowa zmiana pracy czy co? Napisz czy ty też...
Chcę wiedzieć czy też mam zmienić pracę żeby nie odstawać...
Swoją drogą co im do głowy strzeliło?
Od
Blaise:
Co
Wam odbiło? Właśnie rozmawiałem z Draco przez telefon.
Powiedział, że wraca do Anglii. O co chodzi? Odpisz.
Więc
odpisała... A telefon wciąż pikał i pikał, i pikał...
Od:
Ginny
Malfoy
wraca. Ma to związek z Tobą?
Napisała,
że nie wie, a następnie zadzwoniła do Blaise'a.
- Ty
masz pojęcie co wypisują w gazetach? Potter postawił na nogi całe
Ministerstwo i redakcję Proroka. Nawet w Żonglerze i Czarownicy są
już wywiady w związku z jego decyzją. I to nie tylko o to chodzi.
Reporterzy gadali też z resztą... - powiedział- Aż tak? No nieźle... - zaśmiała się – Wychodzi na to, że powstał niezły skandal...
- Skandal to za małe słowo. To nasza prywatna rewolucja... Jak się czujesz, Miona?
- Dobrze.
- Na pewno?
- Blaise, twoja narzeczona nie urządzała mi przesłuchania w tym stylu, a robisz to ty... Tak. Tak. Tak, dobrze... Zadowolony?
- Nie... - odparł – Krytykujesz mnie. Jak mogę być zadowolony? A tak na serio... Co zmierzasz zrobić?
- Nie mam pojęcia... On poważnie wrócił?
- Mhh... - odpowiedziało jej mruknięcie
- Blaise? - słyszała jak westchnął nim udzielił odpowiedzi
- Tak, Hermiono. Draco jest w Anglii. - w słuchawce usłyszała bliżej nieokreśloną wypowiedź, ale głos rozpoznałaby nawet za tysiąc lat
- Cholera... Muszę kończyć – powiedziała rozłączając się
Odłożyła
telefon i pomyślała, że Wielka Brytania istotnie przechodzi
rewolucję. Największą jednak przechodzi całe ich dotychczasowe
życie. Właśnie trójka z ich paczki zmieniła miejsce
zatrudnienia, a jeden z nich wrócił do Londynu po prawie roku
nieobecności i pobycie w Surrey. Wszystko się zmienia... Na lepsze,
bo nagle mają odwagę by całkowicie zmieniać swoje dotychczasowe
życie. Bo mają odwagę by kwestionować własne decyzje sprzed paru
lat. Mają odwagę by walczyć o marzenia...
Początek taki nostalgiczny, a środek przekomiczny. A to wszystko do siebie idealnie pasowało. Niemal całkowity brak kanonu, mugolska technologia. Metaforyczny wydźwięk tej miniaturki ma nieziemski urok.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci za kolejną dedykację.
Gratuluje siostry!
Życzę weny,
Dominika <3