poniedziałek, 18 kwietnia 2016

[HG/DM] „Nienawidzę Cię, bo Cię kocham...”

Pomysł zrodził się gdy słuchałam "Verba - Love You Forever". Przepraszam za długą nieobecność. Powodem jest szkoła i narodziny młodszej siostry - Aleksandry. Dedykuję Dominice Strymińskiej

Na chwilę zamknęła oczy, a gdy otworzyła je z powrotem wydawało jej się, że przy swoim łóżku widzi blondyna. Jednak zniknął on równie szybko jak się pojawił. Znowu widziała go tam gdzie nie miało prawa go być, znów go sobie wymyśliła. Westchnęła cicho. Nienawidziła go całym sercem. Przez to co jej zrobił nie potrafiła normalnie funkcjonować. Roztrzaskał nie tylko jej serce, ale całą jej osobę. Właściwie można powiedzieć, że ją zabił. To z pewnością było o wiele bardziej adekwatne do jej stanu. Jednak mimo to, że nienawidziła go całą sobą również go kochała. Na tyle, że byłaby gotowa oddać za niego życie jeśli tylko zaszłaby taka potrzeba. Kochała go równie mocno co nienawidziła. I to powoli ją niszczyło. Po jego odejściu rzuciła się w wir pracy tylko po to by o nim nie myśleć, starała się robić wszystko by zdusić ból, a on znacznie jej to ułatwił wyjeżdżając. Wiedziała gdzie się obecnie znajdował. Siedział w Surrey, podczas gdy ona tkwiła w Anglii, w Londyńskim Szpitalu. Miesiąc po jego wyjeździe dowiedziała się, że jest w ciąży., a tydzień temu, że w Mungu nie ma miejsc na porodówce. I od tego czasu tkwi tutaj. W szpitalu, w Londynie zamiast być gdziekolwiek indziej... Ponownie zamknęła oczy by przepędził łzy, które pojawiły się ze względu na wspomnienia miejsc i sytuacji bezsprzecznie kojarzących się jej z nim. Mimo woli spojrzała w kierunku szafki, która stała obok łóżka. Kolejna słona kropla spłynęła po jej policzku gdy jej wzrok padł na stojące na szafce zdjęcie przedstawiające blondyna. Uśmiechnęła się mimo łez. To zdjęcie zawsze tak na nią działało. Mimo tego jak bardzo ją zniszczył, mimo tego jak wiele bólu przynosił jej jego widok to zdjęcie i tak potrafiło wywołać uśmiech na jej twarzy... Zwykłe, zrobione mugolskim aparatem podczas wakacji. Nie pamiętała kto je zrobił, ale przedstawiało uśmiechniętego blondyna w białej koszuli i zielonym krawacie, na którego ktoś akurat wylewał wiadro wody. Fotografia była dla niej symbolem radości i przyjaźni, symbolem beztroski i szczęścia, czegoś ulotnego. Czegoś co już się nie powtórzy. I to właśnie bolało. Że wszystkie najlepsze chwile w jej życiu już nie zdarzą się ponownie. Bo nic nie zdarza się dwa razy. Bo nie można dostać dwa razy tej samej szansy...
Nienawidzę Cię, bo Cię kocham – powiedziała w kierunku fotografii opuszkami palców muskając drewnianą ramkę
Kobieta nie wiedziała, czy już się poddała, czy może w głębi serca jeszcze chce walczyć... Miało być inaczej... W marzeniach wszystko miało być inaczej... Harry miał być Szefem Departamentu Aurorów, nie Ministrem Magii, Ron chciał być Aurorem, obecnie jednak zawodowo gra w Quidditch'a, co z kolei było marzeniem Ginny. Ona jednak została magomedyczką i pracuje w Mungu nie czerpiąc z pracy żadnej satysfakcji. Uśmiechnęła się lekko. Blaise i Draco także chcieli grać w Quidditch'a, jednak były to tylko marzenia, Blaise prowadzi własną firmę, podobno do spółki z Draco, który zamiast być w Londynie siedzi w Surrey jako adwokat. Życie napisało własne scenariusze, szkoda tylko, że tak różne od marzeń...
- Miona! - do sali, w której leżała weszła rudowłosa panna Weasley
- Cześć, Ginny, udało ci się wyrwać z Munga, hmm? - brunetka uśmiechnęła się lekko
- Powiedzmy, że kilka osób wisiało mi przysługi. Mam urlop i układ z ordynatorem tego oto szpitala. Mogę siedzieć tu tak długo ile chcę – powiedziała Ruda – Jak się czujesz?
- Dobrze jak widać... Właśnie zadręczałam się myśleniem o tym, że chciałaś grać w Harpiach... - na jej słowa Ginny uśmiechnęła się
- Nikomu z nas się nie udało... Każdy z nas miał zbyt odważne plany na przyszłość... Nie mieliśmy jednak odwagi po nie sięgać. Każdy z nas chciał spełniać marzenia, jednak w gruncie rzeczy zabrakło nam na to czasu, a teraz... Gdy już mamy zatrudnienie nie chcemy ryzykować i stawiać swojego życia do góry nogami tylko ze względu na to, że znów brakuje nam odwagi... Boimy się sięgać po marzenia, Hermiono...
- Za parę lat nie będzie już tych ludzi, których spotkałyśmy w Hogwarcie... - powiedziała smutno Granger
- Już ich nie ma... Nie dostrzegasz tego? W nikim z nas nie ma już beztroski i rado... - Ruda urwała gdy jej spojrzenie powędrowało do zdjęcia, które Hermiona trzymała na szafce obok łóżka – Dalej je masz...
- Lubię je...
- Tak, wiem. Ja też je lubię. Na swój sposób ta fotografia jest naszym prywatnym portalem do szczęśliwszych czasów. Do tych momentów naszego życia, które chcielibyśmy zatrzymać na zawsze... Tych, które wywołują na naszych twarzach uśmiech zamiast łez... Dalej go kochasz, prawda?
- Nie wiem. Chciałabym odpowiedzieć, że nie, ale nie potrafię o nim zapomnieć... A jeśli o nim nie zapomnę nie przestanę go kochać. Z drugiej strony nie chcę o nim zapominać, bo to oznaczałoby, że zapomniałam o wszystkich najlepszych momentach swojego życia... Tych nie tylko spędzonych z nim. Tamten dzień – wskazała na zdjęcie – Był najlepszym dniem mojego życia. Spędziłam go także z Wami, ale jeśli zapomniałabym o nim, całe te dwadzieścia cztery godziny wyglądałyby zupełnie inaczej. Nie byłyby tym samym wspomnieniem, które potrafi mnie uszczęśliwić mimo łez.
- Rozumiem – odrzekła rudowłosa – Wybacz, naprawdę chciałabym zostać dłużej, ale sama wiesz... - wskazała na wyświetlacz telefonu, na którym pojawił się napis „Blaise”
- Układ z ordynatorem i kilka przysług to nie wszystko, hmm? - powiedziała z uśmiechem brunetka – Idź...
Po wyjściu Rudej Panna Granger długo nie potrafiła przestać rozmyślać o przeszłości i o tym co dziś mogłoby być inaczej gdyby tylko nie zabrakło im odwagi. Niestety... Teraz to bez znaczenia, już nie mogą nic zrobić. Minęło o kilka lat za dużo... Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk przychodzącego sms'a... Zmarszczyła brwi sięgając po telefon.
Od: Harry
Rezygnuję. Nigdy nie prosiłem się o bycie Ministrem, więc muszą poradzić sobie beze mnie, bo ja mam zamiar zacząć czerpać satysfakcję z życia. Składam rezygnację, później zrobię kurs na Aurora. Trzymaj za mnie kciuki.
H.
Zamarła, a potem przeczytała sms'a ponownie i jeszcze raz, i jeszcze raz... I wciąż nie mogła w to uwierzyć. Uśmiechnęła się czując wszechogarniające szczęście. Następnie po prostu się popłakała. Wszystko z radości, zaś gdy odebrała sms'a od Rona zaczęła się śmiać... I długo nie mogła przestać...
Od: Ron
Słyszałaś o tym co wyrabia Harry? Rezygnuje! I to tak na serio. On już zrezygnował. Dosłownie chwilę temu gadał z reporterami. Wierzysz w to co się dzieje, Herm? Kurde, Harry zachowuje się dokładnie tak jak podczas Bitwy... Wtedy jak ubzdurał sobie, że wygramy...
R.
Telefon zapikał kolejny raz.
Od Ron:
Wiesz co, Miona? Chrzanię to. Zwalniam miejsce w drużynie dla Ginny. Gadałem z Harry'm. Zaczynamy kurs od zaraz. Właśnie wysłałem sowę do Harpii, że mam na swoje miejsce kogoś lepszego. Teraz tylko trzeba dać znać Gin. Sądzisz, że zrezygnuje z posady w Mungu?
R.
Szybko odpisała Ronowi, na tyle szybko, by móc odebrać kolejną wiadomość... Tak jak się spodziewała od Ginny.
Od: Ginny
Masz pojęcie o tym co wyprawia Harry z Ronem? Mój durny, wspaniały brat zwolnił się z drużyny i polecił im mnie! Dostałam sowę od Harpii, że jutro oczekują mnie na treningu! Ordynator Munga już ma wymówienie na swoim biurku. Już mnie tam nie zobaczą :)
G.
P.s Pomysł z nauczeniem nas korzystania z telefonów był najlepszy!
Telefon pikał i pikał, a w sali, w której leżała raz po raz rozbrzmiewał sygnał przychodzącej wiadomości...
Od: Blaise
Słyszałaś nowiny? Rudzielec i dwie trzecie Złotej Trójcy składają wymówienia. Jakaś masowa zmiana pracy czy co? Napisz czy ty też... Chcę wiedzieć czy też mam zmienić pracę żeby nie odstawać... Swoją drogą co im do głowy strzeliło?
Od Blaise:
Co Wam odbiło? Właśnie rozmawiałem z Draco przez telefon. Powiedział, że wraca do Anglii. O co chodzi? Odpisz.
Więc odpisała... A telefon wciąż pikał i pikał, i pikał...
Od: Ginny
Malfoy wraca. Ma to związek z Tobą?
Napisała, że nie wie, a następnie zadzwoniła do Blaise'a.
- Ty masz pojęcie co wypisują w gazetach? Potter postawił na nogi całe Ministerstwo i redakcję Proroka. Nawet w Żonglerze i Czarownicy są już wywiady w związku z jego decyzją. I to nie tylko o to chodzi. Reporterzy gadali też z resztą... - powiedział
- Aż tak? No nieźle... - zaśmiała się – Wychodzi na to, że powstał niezły skandal...
- Skandal to za małe słowo. To nasza prywatna rewolucja... Jak się czujesz, Miona?
- Dobrze.
- Na pewno?
- Blaise, twoja narzeczona nie urządzała mi przesłuchania w tym stylu, a robisz to ty... Tak. Tak. Tak, dobrze... Zadowolony?
- Nie... - odparł – Krytykujesz mnie. Jak mogę być zadowolony? A tak na serio... Co zmierzasz zrobić?
- Nie mam pojęcia... On poważnie wrócił?
- Mhh... - odpowiedziało jej mruknięcie
- Blaise? - słyszała jak westchnął nim udzielił odpowiedzi
- Tak, Hermiono. Draco jest w Anglii. - w słuchawce usłyszała bliżej nieokreśloną wypowiedź, ale głos rozpoznałaby nawet za tysiąc lat
- Cholera... Muszę kończyć – powiedziała rozłączając się
Odłożyła telefon i pomyślała, że Wielka Brytania istotnie przechodzi rewolucję. Największą jednak przechodzi całe ich dotychczasowe życie. Właśnie trójka z ich paczki zmieniła miejsce zatrudnienia, a jeden z nich wrócił do Londynu po prawie roku nieobecności i pobycie w Surrey. Wszystko się zmienia... Na lepsze, bo nagle mają odwagę by całkowicie zmieniać swoje dotychczasowe życie. Bo mają odwagę by kwestionować własne decyzje sprzed paru lat. Mają odwagę by walczyć o marzenia...


1 komentarz:

  1. Początek taki nostalgiczny, a środek przekomiczny. A to wszystko do siebie idealnie pasowało. Niemal całkowity brak kanonu, mugolska technologia. Metaforyczny wydźwięk tej miniaturki ma nieziemski urok.
    Dziękuję Ci za kolejną dedykację.
    Gratuluje siostry!
    Życzę weny,
    Dominika <3

    OdpowiedzUsuń

Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. To właśnie Twój komentarz powoduje uśmiech na mojej twarzy nawet podczas najgorszego dnia, jest jak promienie słońca podczas najgorszej burzy...