Podobno ktoś kiedyś powiedział, że dla każdej osoby na świecie niebo wygląda inaczej. Podobno jest piękne. Jednak tej nocy brunetka patrząc przez kuchenne okno nie widziała nic takiego. Piękne nie były ani miliony gwiazd, ani ciemne, granatowe niebo, ani nawet księżyc. Ten sam, który przypominał kobiecie tamto straszne wydarzenie jakie miejsce miało dokładnie rok temu...
Życie zawsze w zamyśle ma być piękne i cudowne, a my mamy kroczyć różanym dywanem.Wszystko ma być piękne, wspaniałe... Idealne. Ma być idealnie, doskonale. Niestety los pogardza takimi planami mając je za nic, stawiając nas w sytuacjach w jakich nigdy nie chcielibyśmy się znaleźć, bolesnych, takich które mogą być naszym gwoździem do trumny lub stopniem drabiny ku lepszemu... Życie weryfikuje nas ciągle od nowa ustanawiając na nowo nasze marzenia i potrzeby, plany, na które często nie mamy takiego wpływu jaki chcielibyśmy mieć. I tak właśnie było z brunetką.
Chciała tak jak każdy mieć spokojne życie, pracę, która sprawiałaby jej satysfakcję, kochającego męża, a poźniej gromadkę dzieci... Z tego wszystkiego miała tylko wymarzoną pracę. Jednak nie uszczęśliwiało jej to... W głębi duszy wiedziała że nie będzie już szczęśliwa... I nie miała być już nigdy.
Bo oddała serce Lwu. Pokochała Gryfona. Gryfona, który tylko zabawił się nią po czym znudził się nią i zostawił samą. A ona wiedziała... Wiedziała, że nie powinna mieć pretensji i oczekiwań, żadnych nadziei, bo on przecież nic jej nie obiecywał...
Ale nie mogła...
Nikt też nie wiedział o jej uczuciach nawet rzeczony Gryfon...
Bo przecież kto podejrzewałby ją oskarżoną o bycie Śmierciożerczynią Ślizgonkę o takie uczucia względem Harry'ego Jamesa Pottera? Jak ona, Pansy Parkinson mogła kochać Wybrańca?
Tylko że dla niej nie był Wybrańcem. Był wspaniałym, wrażliwym mężczyzną, który przede wszystkim zasługuje na miłość...
Dobra. Nie mam najmniejszego pojęcia w jaki sposób ja to dodaję... Naprawdę. Jestem padnięta i ledwie myślę ale tak na osłodę dnia (wieczoru) macie...
I znowu... Pierw miało być o Ginny, następnie Tonks, poźniej o Andromedzie w końcu jest o Pansy... pierwsze zdanie miałam napisane od dwóch dni :) (kłania się brak czasu :( )
Nie zabijcie mnie prosze za jakiekolwiek błędy ortograficzne/interpunkcyjne/stylistyczne/logiczne/whatever... ale zwyczajnie w świecie zamykają mi się oczy...
Dodaję dzisiaj, bo nie jestem pewna czy jutro się wyrobie...
Aw... Piękne przemyślenia. W zasadzie to ciekawy paring. Rzadki, bardzo.
OdpowiedzUsuńNie wiem co jeszcze powiedzieć. Jestem zachwycona Twoim pisaniem.
Weny, Dominika <3