poniedziałek, 14 marca 2016

Zgoda na ślub [LM/BZ]

Jedna prośba na początek. Nie przyzwyczajajcie się do tego, że posty dodawane są codziennie, ok? Poniedziałek... Zło w najczystszej postaci :)
Na poprawę humoru mam miniaturkę. Liczę na to, że będzie ok, a teraz wybaczcie... Idę robić pracę domową na polski i uczyć się do jutrzejszego sprawdzianu z francuskiego...

Młoda kobieta zmrużyła oczy poirytowana gdy po raz setny tego dnia musiała słyszeć to samo zdanie. Było one wypowiedziane tym samym tonem, przez tą samą osobę, z identycznym wyrazem na zmęczonej twarzy. - Minister jest...
- Zajęty. Tak, wiem – blondynka machnęła ręką – A ja mam do niego sprawę, która z pewnością go zainteresuje...
- Nie jestem pewna. Minister powiedział, żeby...
- Żeby mu nie przeszkadzać pod groźbą śmierci. Wiem...
- Powiedział...
- Że jeśli ktokolwiek przekroczy próg jego gabinetu źle skończy. To także wiem – odparła z uśmiechem – Sądzę jednak, że to co mam mu do przekazania jest sprawą dość ważną. Ponadto uważam, że nie poinformowanie o niej Ministra mogłoby być równoznaczne ze zwolnieniem pani z zajmowanego stanowiska. Oczywiście jeśli powiem, że właśnie pani uniemożliwiła mi przekazanie mu tych wieści...
- Proszę panią... - zawołała za nią sekretarka, blondynka jednak nie słuchała. Jej uwagę przykuło dopiero ostatnie pytanie, wypowiedziane zrezygnowanym tonem – Kim pani jest?
- Ja? - blondynka uśmiechnęła się lekko – Jestem jego córką – odparła pchając dwuskrzydłowe drzwi wiodące do gabinetu Ministra Magii i wchodząc do pomieszczenia
Przed biurkiem siedział we własnej osobie Minister Magii, Lucjusz Malfoy ze znudzeniem przeglądający papiery. Mężczyzna nie miał zamiaru podnieść wzoku na osobę, która właśnie usiadła na fotelu naprzeciwko jego biurka, nie miał zamiaru, ani ochoty poświęcić jej nawet jednego spojrzenia.
- Mógłbyś to odłożyć? – zapytała zirytowana kobieta po czym machnięciem różdżki sprawiła, że wszystkie dokumenty jakie leżały na biurku jej ojca zostały poukładane w równe stosy i odesłane na pobliską półkę
- Lisa? - mężczyzna spojrzał na nią jakby widział ją po raz pierwszy w życiu, co było nie możliwe biorąc pod uwagę to, że brał udział przy jej przyjściu na świat
- We własnej osobie. Swoją drogą też miło mi cię widzieć, Ministrze – skinęła mu głową utrzymując oficjalny ton – A teraz zanim twoja szurnięta sekretarka mnie stąd wyrzuci chciałabym wszem i wobec oświadczyć ci, że zostaniesz dziadkiem. I masz się cieszyć, bo inaczej nie ręczę za siebie – ostrzegła po czym z godnością i władczą postawą właściwą członkom poważanych rodów wyszła z pomieszczenia na odchodnym dodając – Jeśli czułbyś się zainteresowany, choć szczerze wątpię wszelkie próby korespondencji kieruj na mojego przygłupiego brata. Nie łudź się on nie zdradzi ci mojego miejsca pobytu.
- Dlaczego? - zapytał Lucjusz nieco zachrypniętym głosem tylko po to by ją zatrzymać
- Dlaczego zniknęłam? - kobieta zaśmiała się – Bo jestem twoją córką i mam do tego wszelkie prawo – następnie blondynka zatrzasnęła drzwi i zniknęła z charakterystycznym dźwiękiem deportacji po to by pojawić się w oddalonym o wiele kilometrów miasteczku nieopodal Paryża
Blondynka odetchnęła gdy tylko znalazła się w zaciszu własnego mieszkania. Nie sądziła, że spotkanie z ojcem przebiegnie tak... łagodnie. Nie miała pojęcia jak bardzo się pomyliła sądząc, że reakcja Lucjusza była spokojna. Uświadomiła to sobie dopiero gdy na środku jej salonu pojawił się Draco.
- Byłaś u ojca – nie było to pytanie, a stwierdzenie jakie na wstępie skierował do niej brat
- A on był u ciebie – uśmiechnęła się delikatnie – Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty? Ognistej ci nie proponuję. Hermiona chciałaby mnie zabić...
Mężczyzna zaśmiał się cicho.
- Nie tylko ona. Scorpius stwierdził, że nie lubi gdy piję. Uzasadnił to stwierdzeniem, że wtedy mama się denerwuje, a ona nie może się denerwować, bo to może zaszkodzić Emily. Później spojrzał się na mnie z wyrzutem i oświadczył, że bardzo chce mieć siostrzyczkę więc mam nie denerwować mamusi, bo inaczej śpię u wujka Blaise'a...
- Własny syn ci grozi – uśmiechnęła się lekko - Czego chciał Lucjusz?
- Powiedział, że mam ci przekazać... Cytuję: "Jeśli jeszcze raz ta idiotka zwana twoją siostrą postąpi w tak gryfoński sposób to będziesz moim jedynym dzieckiem." Co ty mu powiedziałaś?
- Że będzie dziadkiem – wzruszyła ramionami – I że ma się cieszyć... Swoją drogą za tydzień wizytę składa mu twój szanowany przyjaciel i oznajmia, że zostanie jego zięciem...
- Chcesz tam wysłać Blaise'a?- Oczywiście. Nie sądzisz chyba, że ryzykowałabym własnym życiem żeby oznajmić ojcu, że wychodzę za mąż?
- Jesteś szalona...
- Dziwisz mi się? Z takim bratem jak ty nie mogłoby być inaczej.
- Nie zwalaj wszystkiego na mnie... - powiedział oburzony
- Oczywiście, wybacz... - uśmiechnęła się – Twoje drugie wcielenie z pewnością też miało jakąś zasługę...
- Lisa! Jak to możliwe, że jesteś moją siostrą? - zapytał z wyrzutem
- Pytaj się Lucjusza. O ile mi wiadomo brał czynny udział w naszym poczęciu...
- Jesteś...
- Wspaniałą, najlepszą, najukochańszą siostrą na świecie? - podsunęła
- Zapomniałaś o dodaniu, że skromną...
- A ty w CV nie napisałeś, że jesteś największym kretynem na świecie, braciszku...
- A tak swoją drogą... Jak zamierzasz poinformować "mojego szanowanego przyjaciela" zwanego także "twoim wspaniałym narzeczonym" o tym, że ma iść w paszczę węża?
- Szybko – odparła – Może stwierdzę, że nie ma wyboru, albo zapytam się czy mnie kocha i czy byłby gotów zaryzykować dla mnie życie?
- Jesteś niereformowalna...
- A zresztą... Chcesz wiedzieć jak poinformuję Blaise'a? To chodź. Równie dobrze mogę to zrobić teraz...
Tego widoku Draco Malfoy nie mógł przegapić, a gdy już był zamieszany w całą sytuację stwierdził, że nie zapomni go do końca życia. Jego siostra zwyczajnie w świecie za pomocą proszku Fiuu przeniosła się do gabinetu dyrektorki Hogwartu, Minervy McGonagall po czym informując ją o powodzie swojego przybycia ruszyła w kierunku sal gdzie odbywały się lekcje transmutacji, której nauczał Blaise Zabini. Zwyczajnie w świecie nie zawracając sobie głowy pukaniem kobieta weszła do środka niemal przytrzaskując swojego brata drzwiami. Spojrzenia uczniów Ravenclawu i Slytherinu utkwione były w blondynce, która spokojnie podeszła do ich nauczyciela i zapytała:
- Blaise, kochasz mnie?
- Lisa, co tu robisz?
- Kochasz?
- Co knujesz?
- Kochasz?
- Kocham... - odparł węsząc podstęp
- Więc w obecności wszystkich świadków oznajmiam ci, że jutro pójdziesz do mojego ojca i uświadomisz mu, że bierzemy ślub.
- Co? - były Ślizgon zmrużył oczy po czym zwrócił się do swoich uczniów – Nic nie słyszeliście, a jeśli było inaczej osobiście dopilnuję tego by każdy z was pożałował tego, że się urodził...
- Blaise, nie zapomniałeś o kimś? - Zabini usłyszał rozbawiony głos swojego najlepszego kumpla
- Draco? - mężczyzna jęknął ze zrezygnowaniem – Po co ty mi tu?
- Po to, że to może być twoja narzeczona, a ja twoim kumplem, ale pamiętaj, że jestem jej bratem i potwierdzę, że powiedziałeś, że ją kochasz, a co za tym idzie zgodziłeś się ze wszystkim co mówi
- Draconie Lucjuszu Malfoy, Merlin mi świadkiem, że gdybyś nie był bratem swojej siostry, moim przyjacielem i najlepszym prawnikiem na świecie już dawno gniłbyś pod ziemią – powiedział Zabini mrużąc oczy
Następnego dnia Blaise Zabini zgodnie z tym na co nieświadomie przystał złożył nieprzyjamną wizytę w gabinecie Ministra Magii i poinformował go o tym, że jest oficjalnym kandydatem na jego zięcia. Ku zgrozie wszystkich obecnych Lucjusz Malfoy jedynie się roześmiał po czym powiedział, że skoro jego jedyna córka wróciła tylko dlatego, że jest z Zabinim szczęśliwa to on nie ma obiekcji i wyraża zgodę na całe to wydarzenie. Nikomu jednak do głowy nie przyszło że Lucjusz Malfoy wiedział to od dawna i miał wystarczająco dużo czasu by zastanowić się nad tym w jaki sposób postąpić, a także dojść do wniosku, że jeśli nie chce ponownie stracić córki musi się zgodzić...

4 komentarze:

  1. Za późno - już się przyzwyczaiłam. Francuski 😍 (tak, tak współczuję ci, ale francuski 😍).
    A teraz miniaturka!
    O boże 😍 Mój mąż Ministrem Magii! I Dramione. I OC.
    To było bardzo zabawna miniaturka i liczę na kolejną jej część! Bo tak zakończyłaś jakby miało być coś dalej!
    Lucjusz był świetny, a Lisa ma charakterek. Ach ci Malfoyowie.
    Ubóstwiam!
    Weny i powodzenia z lekcjami,
    Dominika <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ty mnie właśnie zmuszasz do myślenia nad kolejną częścią? Nie ładnie...
      Fajnie, że w Twoim odczuciu była zabawna taka w sumie miała wyjść.
      Tak na marginesie... Gdy pisałam pierwsze zdanie stwierdziłam, że będzie to coś z Potterem i Ginny, ale... No...
      Przyszedł pomysł, powiercił dziurę w brzuchu i wrzeszczał, i tupał, że mam napisać to napisałam :)
      Eveline
      P.s Jednak się nie uczyłam... Na naukę jeszcze czas jest... (Boże, właśnie Cię demoralizję...) Nauczycielka miała przynieść spis słówek, ale nie przyniosła więc wybłagam jakość przełożenie sprawdzianu (albo przynajmniej mam taką nadzieję) ^^

      Usuń
  2. Ale poważnie nie przyzwyczajaj się, bo lojalnie uprzedzam...
    Jutro nie będzie nic, ale mam osiem lekcji w tym jeden/dwa sprawdzian/-y, na dodatek wf i basen, i naprawdę mogę nie mieć czasu, ale coś tam poskrobię dzisiaj w nocy o ile nie padnę gdy tylko się położę... Ewentualnie jutro rano w autobusie...
    Najpóźniej (jeśli będzie wcześniej poinformuję cię na gmailu) miniaturka będzie... w czwartek. Zobowiązuję się, mam motywacje i silne postanowienie... Oby...
    I jeszcze nie wiem czy będzie to druga część "Zgody na ślub" czy może coś innego...
    Domyślaj się teraz co mi chodzi po głowie...
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zmuszam Cię do myślenia nad kolejną częścią. Z Ginny i Pottera przerodziło się na OC+BZ... O Merlinie.
      Ah tak, na naukę zawsze jest czas (mam się czuć zdemoralizowana? Bo wierz to ja ci tu zezwalałam na pisanie po nocach...;))
      Czekam do czwartku!
      Aż się boję co Ci chodzi po głowie... Ale jeśli będzie Lucjusz to ja się zgadzam.
      Już Ci nie robię spamu na blogu,
      Dominika <3

      Usuń

Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. To właśnie Twój komentarz powoduje uśmiech na mojej twarzy nawet podczas najgorszego dnia, jest jak promienie słońca podczas najgorszej burzy...